Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Miłosne zdrady
#1
Ludzie niestety nie są monogamiczni, co jest udowodnione naukowo. Wymaganie od partnera wierności seksualnej jest wpisane w naszą kulturę, a nie w naszą naturę. Dlatego postawienie takiego warunku często kończy się rozczarowaniem. Tylko dlaczego zdrada tak boli?

starożytnym Egipcie podejście do seksu było znacznie swobodniejsze, jednak obecnie w wielu kulturach utrwalił się ideał pary złączonej na całe życie i jedynie wspólnie zaspokajającej się seksualnie. Stąd wszelkie potępienia pornografii i skoków w bok. Z punktu widzenia seksuologów ból wywołany takimi "rozczarowaniami" wynika w dużej mierze z naszego charakteru.

"Wszyscy jesteśmy trochę narcyzami (choć mężczyźni bardziej) i marzy nam się, aby wszelkie przyjemności przeżywane przez kochaną osobę były związane z nami. Jesteśmy też po trosze zaborczymi egoistami z silnym poczuciem własności i chwiejnym autoportretem. Te cechy razem wzięte stają się przyczyną lęku, jeśli partner narusza monogamię. Lęk przed odrzuceniem, nieokreślone uczucie, że ktoś zabiera nam kochaną osobę, sprawia, że stajemy się coraz bardziej podejrzliwi i zazdrośni. To spędza sen z oczu i uruchamia wyobraźnię, w której katujemy się scenariuszami zdrady."

Jest to teza wywrotowa w kulturze monogamicznej, ale warto się czasem zastanowić, czy zdrada obiektywnie jest tak tragiczna. Może to my nadajemy jej zbyt duże znaczenie? Czy rzeczywiście końcem świata jest sytuacja, w której druga połówka zabawi się z kimś innym, ale potem wróci do domu i będzie nas dalej kochać? Jeżeli zechce nas trwale porzucić i tak zrobi to wbrew naszym zakazom i nadzorowi. Myślę, że tabu wokół zdrady tylko pogarsza sprawę.
Odpowiedz
#2
Człowiek jest istotą rozumną, która potrafi kochać, zrozumieć, współczuć. Potrafi też oszukiwać, nienawidzić, odznaczać się wielkim egoizmem. My ludzie od wieków próbujemy wytłumaczyć sobie pewne rzeczy, skąd jesteśmy, jaki jest sens naszego życia. Owszem to przez rozwój kultury, moralność, bardzo ubolewamy nad tym, jak ktoś nas zdradza. 

Pragnę zauważyć, że w chrześcijaństwie, można mieć jedną żonę, męża, a w innych religiach można mieć więcej współmałżonków. Według mnie to zależy od kultu religijnego, od kultury, cech charakteru, a może też od orientacji seksualnej. Jeśli ktoś jest biseksualny, wiadomo, że będzie miał więcej partnerów niż jeden i będzie bardziej odporny na zdrady. 

Podsumowując moją szybką wypowiedź, osobiście bardzo cierpię, gdy ktoś kogo kocham mnie zrani i bardziej zależy tej osobie na tej drugiej, aniżeli na mnie. Myślę, że łatwo pisać, że zdrady nie powinny boleć, według mnie zawsze bolą. Oszustwo boli i rodzi się pytanie, czy osoba z którą byłem przez pół życia nie kocha bardziej tej innej. Od kiedy spotyka się z tą drugą? Może traktuje mnie jak przedmiot, może tamtej poświęca więcej czasu, daje więcej pieniędzy? Jeśli jednak nie byłoby to w tajemnicy, to nie widzę przeszkód.
[Obrazek: 2rm5fkm.png]
[Obrazek: 2mfew4g.png]

                           Mój kanał na Youtube
Odpowiedz
#3
Zdrady jako tajny skok w bok wynikają właśnie z tego, że zabraniamy skakać w bok. Gdybyśmy tego nie odbierali tak brutalnie i dawali swobodę, nie musielibyśmy się z tym ukrywać i oszukiwać. 

Nie twierdzę, że to jest łatwe. W naszej kulturze wyobrażenie związku jest ekstremalnie narcystyczne ("to MOJA dziewczyna i tylko JA mam prawo ją zadowalać"), więc ciężko się nagle przestawić na myślenie ("dziewczyna jest częścią mojego świata, ja częścią jej świata, ale oprócz tego mamy sfery życia, które się nie pokrywają").
Odpowiedz
#4
(22-01-2017, 15:48)Kenex napisał(a): Zdrady jako tajny skok w bok wynikają właśnie z tego, że zabraniamy skakać w bok. Gdybyśmy tego nie odbierali tak brutalnie i dawali swobodę, nie musielibyśmy się z tym ukrywać i oszukiwać. 

Nie twierdzę, że to jest łatwe. W naszej kulturze wyobrażenie związku jest ekstremalnie narcystyczne ("to MOJA dziewczyna i tylko JA mam prawo ją zadowalać"), więc ciężko się nagle przestawić na myślenie ("dziewczyna jest częścią mojego świata, ja częścią jej świata, ale oprócz tego mamy sfery życia, które się nie pokrywają").


Jak ktoś sobie ślubuje wierność, to pasuje tylko ją/jego zadowalać. Nie mówię, że nie wolno uprawiać seksu w trójkącikach, kwadratach, czy w seksie grupowym. Wszystko jest okej, jeśli wpierw zapytamy o zgodę. Zdrada boli, gdyż robimy to z kimś innym w tajemnicy i później wychodzi na to, że nie ufamy swojemu partnerowi. Człowiek zalicza się do zwierząt, gatunku Homo Sapiens, ale jesteśmy czymś więcej niż tylko dziką istotą.
[Obrazek: 2rm5fkm.png]
[Obrazek: 2mfew4g.png]

                           Mój kanał na Youtube
Odpowiedz
#5
Mam akurat dość liberalne poglądy na ten temat, gdyż uważam, że byłbym w stanie dać drugiej połówce wolną rękę i pozwolić na "zdrady" (w cudzysłowie, bo jak można zdradzić, gdy nie ma wyłącznego narcystycznego przywiązania). Oczywiście pod warunkiem, że druga osoba również nie będzie trzymała mnie non-stop przy sobie. Takie mam spojrzenie na to.

Jeszcze się zastanawiam, czy wiązanie się ma sens. Prawdziwa miłość trwa do 10 lat (średnio 4 lata), poza tym wiem jak to wygląda po wielu latach. Nie wiem, czy czasem nie będę zaspokajał potrzeb namiętności poprzez przygodne przeżycia bez większych zobowiązań (wiem, że w naszej monogamistycznej religijnej kulturze brzmi to dziwnie, ale wiązanie się z jedną osobą na całe życie jest chociażby sprzeczne z ewolucją, no i łatwo potem można stracić zainteresowanie drugą osobą).
Odpowiedz
#6
Loy, chyba nie do końca rozumiesz, o co mi chodzi. Ludzie ślubują sobie wierność dlatego, bo żyjemy w takiej a nie innej kulturze. Po kilku latach gorące uczucie nieco ostygnie i bardziej pociągający staną się ludzie spoza związku. Są badania pokazujące, że podczas seksu z inną osobą poprawia się jakość spermy. Katolicy teoretycznie obiecują przed Bogiem, że nie będą się masturbować. W praktyce 80% księży się masturbuje

Pytanie zasadnicze jest takie - czy ślubowanie wierności jest realne czy naiwne? Czy w ogóle ma sens?
Odpowiedz
#7
Dla mnie ślubowanie wierności jest jedynie formułką, która nie ma pokrycia :P Człowiek jest tak stworzony, że wymaga to sprzeczania się z ewolucją, aby utrzymać się wyłącznie w sferze jednej osoby. Stąd też wolę dać prawo do "zdrady" i sam mieć pewność, że nie będzie żadnych problemów, jeżeli mi zechce się skoczyć w bok (to już są sprawy do ustalenia z osobą, z którą chcemy przez jakiś czas się związać)

Nasza kultura po prostu jest bardzo narcystyczna pod względem związków i często traktuje się drugą połówkę niemal jak swoją własność.
Odpowiedz
#8
(22-01-2017, 16:00)Kenex napisał(a): Loy, chyba nie do końca rozumiesz, o co mi chodzi. Ludzie ślubują sobie wierność dlatego, bo żyjemy w takiej a nie innej kulturze. Po kilku latach gorące uczucie nieco ostygnie i bardziej pociągający staną się ludzie spoza związku. Są badania pokazujące, że podczas seksu z inną osobą poprawia się jakość spermy. Katolicy teoretycznie obiecują przed Bogiem, że nie będą się masturbować. W praktyce 80% księży się masturbuje

Pytanie zasadnicze jest takie - czy ślubowanie wierności jest realne czy naiwne? Czy w ogóle ma sens?

Czytałeś mój poprzedni post? Oczywiście, że to rozumiem. 

Cytat:Pragnę zauważyć, że w chrześcijaństwie, można mieć jedną żonę, męża, a w innych religiach można mieć więcej współmałżonków. Według mnie to zależy od kultu religijnego, od kultury, cech charakteru, a może też od orientacji seksualnej. Jeśli ktoś jest biseksualny, wiadomo, że będzie miał więcej partnerów niż jeden i będzie bardziej odporny na zdrady. 

Cytat:(to już są sprawy do ustalenia z osobą, z którą chcemy przez jakiś czas się związać)

A co ja powiedziałem? 

Cytat:Wszystko jest okej, jeśli wpierw zapytamy o zgodę.

Formułka, formułką. Owszem. Ale ogólnie chodzi mi o to, że należy być wiernym swojemu partnerowi i zapytać o zgodę.
[Obrazek: 2rm5fkm.png]
[Obrazek: 2mfew4g.png]

                           Mój kanał na Youtube
Odpowiedz
#9
Tylko że z tą zgodą jest ciężko. "Co? Ja Ci nie wystarczam? Już mnie nie kochasz?". :P
Odpowiedz
#10
(22-01-2017, 16:36)Kenex napisał(a): Tylko że z tą zgodą jest ciężko. "Co? Ja Ci nie wystarczam? Już mnie nie kochasz?". :P

Ja bym w takiej sytuacji po prostu zerwał jak ktoś nie uszanuje mojego trybu życia. Nie jestem nikogo własnością, aby prosić kogoś o zgodę; odpowiadam za siebie i uważam że mam prawo uprawiać seks z kim chcę, o ile druga osoba się zgodzi. Przynajmniej ja tak to widzę.
Odpowiedz
#11
(22-01-2017, 16:36)Kenex napisał(a): Tylko że z tą zgodą jest ciężko. "Co? Ja Ci nie wystarczam? Już mnie nie kochasz?". :P

Owszem, na tym polega problem. 

Tak czytam poprzednie wpisy i dochodzę do pewnego wniosku. Czyli sugerujesz, że jeśli o zgodę jest ciężko, a po kilku latach partner się znudzi, to zdrada jest konieczna, aby zaspokoić swoje potrzeby seksualne? To czysty egoizm. Sam to zaznaczyłeś, że jesteśmy zaborczymi egoistami z silnym poczuciem własności. W miłości nie chodzi tylko o seks, bo zaczynam odbierać ten wątek jakoby ktoś miłość rozumiał przez seksualność. 

Jeśli wybieramy jakąś osobę, to nie z powodu, że chcemy z nią współżyć, a raczej bo nam się podoba jej wygląd oraz cechy charakteru. Między nimi istnieje silna więź emocjonalna. Wiadomo, że później uczucie stygnie, ale nic nie trwa wiecznie. Niech mi ktoś spróbuje wmówić, że osiemdziesiąt letnia staruszka będzie miała cerę osiemnastolatki. Sztuka związku polega na wytrzymaniu ze sobą, aż do śmierci, w uczciwości. Tak przynajmniej odbieram miłość. To już nie ważne, czy to pociąg do tej samej płci, czy innej, ale miłość to zaufanie dwojga ludzi i pomoc wzajemna.

Jest coś takiego jak pornografia. Nie trzeba lecieć do innej kobiety/mężczyzny się z nim ruchać, można sobie zwalić oglądając filmy erotyczne lub poprosić współmałżonka o oglądnięcie takiego filmu, aby zaspokoić swoje potrzeby? Można, można. Nasze fantazje będą pobudzone, żona/mąż raczej powinna się zgodzić i wszystko git.

EDIT: Mimo wszystko jestem ateistą, ale uważam, że dobre małżeństwo i rozumienie; więź jest pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy są w stosunku do siebie uczciwi, może nie zgadzają się we wszystkim, ale na pewno nie narzucają wzajemnie swoich poglądów.
[Obrazek: 2rm5fkm.png]
[Obrazek: 2mfew4g.png]

                           Mój kanał na Youtube
Odpowiedz
#12
To jest kolejny problem naszej kultury. Nadajemy seksualności zbyt duże znaczenie. 

Nie dorabiamy ideologii do jedzenia, choć to też jest nasza podstawowa potrzeba. Seks jednak u nas musi być po coś. "Na zgodę", "do pogłębienia więzi", "wyrazić zaufanie". Możesz dorabiać do tego ideologię, jaką chcesz, ale z naturą ciężko wygrać (np. jesteś w stanie nigdy ale to nigdy się nie masturbować?). Można napisać tonę romantycznych wierszy o monogamiczności, a jak przyjdzie co do czego, skończy się jak się skończy. Seks nie musi się łączyć z miłością. A po co dawać obietnice bez pokrycia i potem chować się po kątach? 

Przesłanie wątku jest takie, że zdrowo dla nas byłoby odejść od tradycyjnego modelu monogamicznego, bo choć jest uwarunkowany kulturowo i na swój sposób "romantyczny", w dłuższej perspektywie rodzi wiele cierpienia. Wierność może być przedmiotem umowy między partnerami, ale to jest proszenie się o zniszczenie zaufania poprzez niedotrzymanie obietnicy. Mam nadzieję, że teraz rozumiesz. Nie namawiam do kłamstwa. Chcę doprowadzić do sytuacji, w której kłamać nie trzeba.

EDIT: Oczywiście życzę powodzenia wszystkim tym, którzy ślubują wierność. Może akurat im się uda? A może druga połówka dobrze ukrywa swoje przygody? Po co dostarczać sobie powodów do paranoi?
Odpowiedz
#13
Ta dyskusja w jednym zdaniu :
Zdrady są dobre i potrzebne .
[Obrazek: wp1qh6ga3pkz.gif]
Odpowiedz
#14
Nazi Zombie w jednym zdaniu:
Wszystko trzeba uprościć do granic możliwości .
Odpowiedz
#15
No kurde to po co jest związek skoro ma się innych?
Nie rozumiem dzisiejszego świata .
[Obrazek: wp1qh6ga3pkz.gif]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości